Pamiętasz te sceny z amerykańskich komedii romantycznych, kiedy bohaterowie widzą spadającą gwiazdę, myślą życzenie i nie mówią sobie o nim? A może dmuchałeś ostatnio świeczkę na swoje urodziny, pomyślałeś życzenie i nie opowiedziałeś o nim innym, żeby nie "zapeszyć"? Czy słusznie?

Zbliża się Nowy Rok, a to oznacza, że wielu z nas będzie myślało o tym, co może poprawić w nadchodzącym roku i w związku z tym stawiać sobie cele. Będziemy marzyć o tym, jacy możemy być i co możemy osiągnąć. Czy warto więc dzielić się tym z innymi?

W przeciągu ostatniego roku chciałem gotować kuchnię paleo, pobiec w półmaratonie, pisać codziennie, wstawać o 6:30, prowadzić bloga, który będzie miał 6 tysięcy czytelników miesięcznie, zacząć pisać książkę i wiele innych rzeczy. O wielu z tych rzeczy mówiłem innym. Co jednak ostatecznie zastało mnie pod koniec tego roku?

Nauczyłem się, że czasem lepiej się zamknąć. Wiele zmieniło się na lepsze, ale tych najbardziej ambitnych planów o których mówiłem innym... nie spełniłem. Poddałem się w trakcie.

Potem plułem sobie w brodę - dlaczego się poddałem, co takiego się stało? Dlaczego tak szybko mi się odechciało? Okazuje się, że odpowiedź tkwi... w mózgu.

W naszym mózgu istnieje luka pomiędzy zamiarem a zachowaniem. Tą lukę można wypełnić tylko działaniem. Co więc dzieje się w naszym mózgu, gdy mówimy o naszych planach? Ta luka się poszerza.

Potwierdza to eksperyment grupy naukowców z New York University, która w 2009 roku postanowiła zbadać to zjawisko. Przeprowadzili badanie w którym kazali 163 osobom zapisać na kartce swój osobisty cel, a następnie pracować nad nim przez 45 minut (przy czym w każdym momencie mieli możliwość rezygnacji). Połowa z nich podzieliła się swoimi celami publicznie, a druga połowa zachowała je dla siebie.

Osoby, które zachowały cel dla siebie ukończyły pracę po 45 minutach po czym stwierdzały realistycznie, że jeszcze wiele pracy przed nimi. Z kolei osoby, które wcześniej podzieliły się swoim celem, rezygnowały z ich realizacji po 33 minutach, a po zakończeniu testu stwierdzały, że... czują się coraz bliższe osiągnięciu go i niewiele ich dzieli od jego osiągnięcia.

Druga grupa poczyniła mniej realnego postępu. Ogłoszenie ich celów publicznie sprawiło, że mieli oni fałszywe poczucie, że zbliżają się ku ich dokończeniu. Luka pomiędzy zamiarem a zachowaniem się powiększyła.

Jeżeli mówimy o swoich celach to mózg automatycznie podpowiada nam, że coś ROBIMY w kierunku ich realizacji. Jednak, jak wiemy, MÓWIENIE niekoniecznie oznacza ROBIENIE. Często tracimy energię, zamiast przeznaczyć ją na faktyczne osiąganie tego celu.

Mówimy o swoich celach, żeby połechtać swoje ego. Przynajmniej ja tak robiłem. Fajnie widzieć, jak ludziom rosną oczy na słuch o moich marzeniach. Jednak to bardzo zły mechanizm, który na dłuższą metę powoduje, że ostatecznie zwiększam ryzyko nie osiągnięcia tego celu. Potwierdza to wybitny polski psycholog Jan Strelau.

Badania wykazały, że koncentracja jednostki na gratyfikacji, która jest odsunięta w czasie, prowadzi do niecierpliwości, a często jest powodem przerwania działania. Natomiast odwrócenie uwagi od gratyfikacji może być dobrym sposobem wzmacniania motywacji do działania w wypadku planów długoterminowych." (Strelau, 2003).

Kiedy koniecznie chcesz mówić o swoich planach, nie dawaj sobie natychmiastowej gratyfikacji. Przyznaj się ile ciężkiej pracy należy w to włożyć i że jeszcze tego nie zrobiłeś. Jak mówi w swoim TedTalku Derek Sivers:

Jeśli jednak musicie dzielić się swoimi planami, zróbcie to w sposób, który nie daje wam satysfakcji, np. "Chcę wziąć udział w tym wyścigu, więc będę musiał ciężko trenować przez 5 dni w tygodniu rezygnując z wielu przyjemności".

To, że komuś powiesz o swoich planach może otworzyć wiele drzwi, ale równocześnie - wiele drzwi może zamknąć. Życzę Wam więc cichego nadchodzącego roku, pełnego systematycznego dążenia do celów 🙂